
Agnieszka Orzechowska, Portugalia, Porto,
Studentka Wydziału Psychologii, lat 23
Anna Sztandera: Dlaczego zdecydowałaś się na wyjazd do Portugalii?
Agnieszka Orzechowska: Na wyjazd zdecydowałam się dlatego, że tak naprawdę niewiele wcześniej wiedziałam na temat samej Portugalii i chciałam pojechać w takie miejsce, które odbiegałoby w znaczny sposób od mojej rzeczywistości w Polsce. Zobaczyłam, że mój wydział ma podpisaną umowę z uniwersytetem w Porto i dlatego się zgodziłam. Rok wcześniej ubiegałam się o stypendium do Londynu, ale się nie udało. Portugalia była inna, niecodzienna.
A.S.: Jakie warunki musiałaś spełniać, żeby dostać pozwolenie na wyjazd do Portugalii?
A.O.: Musiałam przejść rozmowę kwalifikacyjną w języku polskim. Były dwie osoby na miejsce. Liczyła się przede wszystkim średnia, starszeństwo roku i cel podróży.
A.S.: Uczyłaś się już wcześniej portugalskiego? Miałaś kłopoty ze swobodnym porozumiewaniem się w obcym języku?
A.O.: Portugalskiego zaczęłam uczyć się dopiero wtedy, gdy dowiedziałam się, że wyjeżdżam. Pierwsze dni były dla mnie trudne. Wiedza, którą zdobyłam nt. języka, nie wystarczało do tego, żeby swobodnie się komunikować w kraju docelowym. Miałam jednak wszystkie wykłady w tym języku, więc szybko udało mi się go przyswoić. Pierwsze dwa miesiące były miesiącami aklimatyzacji, prawdziwe życie zaczęło się dopiero później, po pewnym czasie.
Na początku miałam kłopot ze zrozumieniem wykładów i głównie uśmiechałam się do pani profesor, ale w podobnej sytuacji do mojej było wiele osób. W samym Porto, gdzie studiowałam, było około 600 Erasmusów i większość z nich przyjeżdżała bez znajomości portugalskiego. Po czterech miesiącach rozumiałam już, co do mnie mówią bez problemu, ale sama zaczęłam swobodnie mówić nieco później.
A.S.: Gdzie jest wyższy poziom nauczania – w Polsce czy w Portugalii?
A.O.: Poziom nauczania na Wydziale Psychologii w Warszawie jest wyższy. Nasz uniwersytet oferuje o wiele więcej kursów i można się bardziej specjalizować niż w Portugalii. Tam jednak studenci są bardziej otwarci, nie boją się wypowiadać, a relacja między profesorem i studentem jest raczej partnerska.
A.S.: Co Cię najbardziej zaskoczyło w Portugalii?
A.O.: Chyba nie byłam niczym zaskoczona. Raczej wszystko mnie strasznie ciekawiło.
W Porto mieszkałam w starej części miasta, która miała swój niepowtarzalny, wręcz bajkowy klimat, o który dość trudno w naszej stolicy. Zwykła droga na wydział była prawdziwą ucztą dla oczu!
A.S.: Czy pieniądze ze stypendium wystarczyły Ci na utrzymanie?
A.O.: Samo stypendium nie wystarczało. Otrzymywałam 270 euro stypendium miesięcznie, co wystarczało na mieszkanie, bilet miesięczny i parę imprez erasmusowych. Nie dało się z tego wyżyć. Pomagali mi rodzice, a w drugim semestrze rozpoczęłam pracę w knajpie. Pracowałam w weekendy.
A.S.: Czy w Portugalii ściąganie jest dozwolone? Jakie są sposoby ściągania?
A.O.: Ze ściąganiem jest podobnie jak w Polsce. Ludzie się wspierają. Nie ma zasady, że nie można ściągać. Bardzo często podkładają gotowce lub przemycają ściągi w długopisach. Konsekwencją za to jest zwrócenie uwagi.
A.S.: Jaka najśmieszniejsza/najciekawsza przygoda spotkała Cię podczas pobytu w Portugalii?
A.O.: Pamiętam, jak jechaliśmy autostopem z Bragi do Geres z trójką Erasmusów. Zrobiło się bardzo późno i nie mieliśmy miejsca noclegu. W miejscu, do którego dotarliśmy, wszystkie hotele były bardzo drogie. Usiedliśmy na ławce i myśleliśmy, że będziemy musieli przespać na niej całą noc. Było jednak bardzo zimno, więc byłoby to dosyć nieprzyjemne doświadczenie. Podjechał do nas jakiś Portugalczyk i spytał nas, czy nie potrzebujemy pomocy. Powiedział, że podwiezie nas do pobliskiej miejscowości i, że tam hotele są nieco tańsze.
Na samo słowo hotel, stwierdziliśmy jednak, że sytuacja będzie podobna. Zapukaliśmy do pensjonatu i opowiedzieliśmy pani, która nim kierowała, w jakiej przyjechaliśmy sprawie i jaki mamy problem. Powiedziała nam, że nocleg kosztuje 30 euro od osoby. Mój kolega zaczął z nią rozmawiać po portugalsku i pytać czy nie ma jakiegoś pokoju, żebyśmy mogli się zdrzemnąć na własnych karimatach. Po chwili namysłu udostępniła nam cały pokój za jedyne 30 euro od wszystkich. Przespaliśmy się tam w pięć osób. Był to naprawdę wspaniały pokój z werandą i łazienką wyposażony w pięć wygodnych łóżek i świeżutką pościel. Rano spotkała nas dodatkowa niespodzianka, ponieważ pani uraczyła nas ciastem i kawą.
A.S.: Czy trudno Ci było zdobyć pracę podczas pobytu w Portugalii?
A.O.: Pracowałam w knajpie. Z pracą nie jest łatwo. Bez znajomości języka nie da się nic znaleźć. Sami studenci Portugalii nie pracują jednak. Pracę podejmują te osoby, które już nie studiują. Gdy pracowałam, ludzie pytali mnie, co robię poza tym a gdy im mówiłam, że studiuję, to pytali po, co to robię, skoro przecież jeszcze się uczę. Gdy mówiłam im, że po to, żeby sobie dorobić, to byli zazwyczaj bardzo zaskoczeni. Tam funkcjonuje jednak podział na klasy. Jeśli ktoś jest kelnerem lub kelnerką, to na pewno nie studiuje.
A.S.: Czy chciałabyś zamieszkać w Portugalii?
A.O.: Na pewno chciałabym wrócić do Portugalii. Myślę nad robieniem tam doktoratu. Ale to na razie tylko plany, których rodzi mi się w głowie ostatnio coraz więcej.
A.S.: Dziękuję za rozmowę.
A.O.: Dziękuję.

Komentarzy: 0
musisz być zalogowany, aby dodać swoją opinię »